Jak fałszować „książeczki” Państwowej Komisji Wyborczej

Rozpoczynamy cykl odpowiedzi na „rozwiązania” proponowane przez PKW.

Na początek książeczki do głosowania, które jak widać nie mają alternatywy przy wyborach samorządowych. A właściwie PKW tej alternatywy nie dostrzega. Poradziłbym, jak w „Misiu”, pójście do lekarza od oczu. Tak kpię, bo mam naprawdę dość sprawowania rządów nad niemal jedyną czynnością, przy której obywatel państwa może wpłynąć na politykę swojego regionu, przez ludzi ograniczonych lub sabotażystów.
Książeczki się SKOMPROMITOWAŁY. W czasie wyborów w 2014 roku odnotowano największy odsetek głosów nieważnych. Wygrało PSL, które już rok później niemal NIE WESZŁO DO PARLAMENTU.
Rzeczywiście trzeba być ślepym, żeby tych faktów choć nie próbować powiązać.
Jedyną różnicą jest zabezpieczenie książeczek hologramami. Ciekawe, jak ma to wpłynąć na zaznaczanie więcej niż jednego komitetu wyborczego?
Hologramy to zabezpieczenie skuteczne 30 lat temu.
Wiecie, ile kosztuje paczka hologramów? Wpiszcie w google. Stać was. A teraz pomyślcie, o jakie pieniądze będą walczyć fałszerze. Za ich wielocyfrowy ułamek można kupić fabrykę hologramów, o przekupieniu właściciela już nie wspominam.
Czy wybory poprzedzi szkolenie z weryfikacji ,czy hologram jest prawdziwy, czy podrobiony? Może kampania medialna? A może specjalne komisje będą jeździły i sprawdzały prawdziwość? Wątpię.
A może po wyborach jakaś fundacja podejmie się weryfikacji? Nic z tego. Jak zwykle karty zostaną zniszczone.
Czy hologramy zabezpieczą fałszowanie książeczek w trakcie liczenia? Zniknie problem dopisania krzyżyka unieważniającego głos, na „kartach” gdzie postawiono na politycznego przeciwnika?
Przede wszystkim  czy zniknie problem dorzucenia w odpowiednim momencie kilkuset głosów na wskazaną prze pryncypała fałszerza osobę?
Wręcz przeciwnie. Książeczki generują dodatkowe sprawdzanie i opóźnianie. Członkowie komisji siedzący od świtu, będą jeszcze bardziej zmęczeni, jeszcze mniej czujni, a doskonale wyszkoleni poganiacze stworzą doskonałą atmosferę do „szybko, szybko bo jutro do pracy”.
Kiedy „unieważnić” kartę?
Można przed wydaniem odłożyć pod spód kilka z już oznaczonym gdzieś pod koniec kandydatem i czekać, aż podejdzie osoba niezbyt ogarnięta, lub co lepiej zdecydowana, która od progu wie na której stronie otworzyć książeczkę i kogo oznaczyć. Taki nie patrzy na resztę, a nawet jak się zorientuje, można iść w zaparte, że sam skreślił więcej i robi awanturę. W tłumie nikt nie zauważy.
Można też w trakcie liczenia. Książeczki wpadną do urny i się pogniotą, pootwierają na różnych stronach, będą miały pozaginane kartki. Trzeba najpierw wyprostować i ułożyć. Cóż za problem skorygować? Przezroczyste urny wylansowane przez Komorowskiego nie mają prowadnicy w szczelinie do wrzucania, więc wyjęcie z nich kart jest łatwiejsze niż opróżnienie porcelanowej skarbonki z monet.
Tym bardziej że grube książeczki (na dodatek zapakowane w koperty, gdyż taką możliwość NAGLE stworzył ustawodawca w 2016r. , by „zabezpieczyć” przezroczyste urny przed zarzutem szpiegowania kto, na kogo oddał swój głos)  wymuszają SZEROKI otwór wrzutowy – min.1,5 cm, jak zaleca PKW na swojej stronie internetowej.PKW sugeruje także „kołnierze”, czyli nakładki zabezpieczające na otwór wrzutowy urny, ale nie są one obowiązkowe – bez nich urna i tak spełni wymagania bezpieczeństwa, tak wiec wiadomo,że władze samorządowe- (o ile to ono będą organizatorami wyborów, przed czym cały czas przestrzegamy w haśle „Burmistrz nie może organizować wyborów na burmistrza” !) nie zafundują na swoim terenie żadnych „kołnierzy”.
Przypominamy także słynną kampanię medialną w TVP poprzedzającą wybory 2014, podczas której tak trafnie poinstruowano wyborców, iz pokazano kartkę do glosowania (a nie książeczkę!!!) i to, w jaki sposób zaznaczyć krzyżykiem głos na tej jednej jedynej kartce.
Czy po tej instrukcji część osób  naprawdę zaczęło oznaczać w ten sposób kilka kartek , unieważniając swój głos? – Mało prawdopodobne, ale stało się to dodatkowym wygodnym uzasadnieniem masowego wysypu głosów nieważnych (sięgającym 50% w „zaprzyjaźnionych” z PO-PSL komisjach)-  i prostym wytłumaczeniem, że z żadnym fałszerstwem nie mieliśmy do czynienia!
Czy w tym kierunku zmierzają obecne konsultacje PKW z m.in. Fundacją Batorego, by zlekceważyć problem „książeczkowy”, aby następnie, by właśnie na „książeczki” spadło całe odium zaskakującego – być może – wyniku wyborów 2018?
Zacytujmy dla przypomnienia alarmistyczne wystąpienie Fundacji tuż przed wyborami parlamentarnymi 2015r. :
„Zwracamy uwagę, na potrzebę dotarcia do obywateli i obywatelek z informacją o tym, jak oddać głos w nadchodzących wyborach tak, aby był on uznany za ważny. (…) ” – czytamy w Oświadczeniu zespół ekspertów oraz archiwistów Fundacji Batorego, który wcześniej analizował karty z wyborów samorządowych 2014 roku.
 
Ot, znowu twórcy kolejnego klipu instruktażowego nie wykazali się ” należytą precyzją”, a Polacy-wyborcy zaskoczyli socjologów dziwną zaćmą umysłu i obkrzyżykowali co się dało w książeczce.
I  tak co 4 lata…
No i klucz programu. Dorzucanie wcześniej przygotowanych, wypełnionych kart do głosowania i uzupełnianie podpisów tych, którzy nie przyszli, tuż przed zamknięciem komisji. Lub opcja dwa, dorzucenie „właściwie” wypełnionych i wyjęcie takiej samej liczby kart z urny, bez zmiany w protokołach wydawania kart.
Jak widzicie, pomysły PKW nie zapobiegną fałszerstwom, a nawet je ułatwią. Fałszowanie wyborów to doskonale zaplanowana i kosztowna inwestycja, która jak widać się zwraca wielokrotnie. PKW, poprzez hologramy zapobiegnie… no właśnie. Czemu zapobiegnie?
Przecież sfałszować może tylko osoba z wewnątrz komisji.
RKW nie wykazuje się ani głupotą, ani krótkowzrocznością. Proponowane przez nas zmiany, w komplecie, nie wybiórczo, zapobiegną fałszerstwom wyborczym, a co najważniejsze przywrócą jak w 2015 roku wyborcom wiarę, że mają realny wpływ na wyniki.