Podejrzani „bezdomni” wyborcy w Pałacu im. Stalina

Po zamknięciu lokalu wyborczego obserwowałem proces liczenia głosów. W tej komisji w wyborach wzięło udział blisko 1500 osób. Komisja pracowała prawie do 5 rano! Ale to wina PKW, która wydrukowała osławione książeczki. Około 4 godzin zajęło liczącym przejrzenie każdej strony w każdej książeczce. Musieli to zrobić, by najpierw odnaleźć krzyżyk oznaczający oddany głos, a potem sprawdzić, czy w książeczce nie ma drugiego krzyżyka, który głos by unieważnił. Potem układali książeczki w stosy, wedle nazwisk kandydatów – zaginając je na stronie z krzyżykiem przy nazwisku danego kandydata.
Dopiero wtedy mogli przystąpić do liczenia głosów. O 5 rano pojechałem do Urzędu Dzielnicy Śródmieście. Okazało się, że ochroniarze nie wpuszczają mężów zaufania do środka. Jakież było moje zdumienie, gdy w jednym z ochroniarzy rozpoznałem… mężczyznę, który rano głosował w mojej komisji, a jako adres zamieszkania miał wpisany plac Defilad 1, czyli adres Pałacu Kultury. „Czy władze dzielnicy Śródmieście skłaniają podległych sobie ochroniarzy do rejestrowania się jako «bezdomni»?” – spytałem w Urzędzie Dzielnicy Śródmieście. Na to pytanie nie otrzymałem odpowiedzi.
***

Bez armii 100 tys. ludzi z Ruchu Kontroli Wyborów nie byłoby zwycięstwa Andrzeja Dudy i bezwzględnej większości dla PiS. Już sama obecność mężów zaufania sprawia, że ci, którzy mieliby zakusy na podkręcenie wyników, odpuszczają. A jaką wagę ma każdy głos, dowodzą wybory prezydenckie. Andrzej Duda wygrał z Bronisławem Komorowskim większością ok. 500 tys. głosów.
Jest 28 tysięcy obwodowych komisji wyborczych. Wystarczyło więc sfałszować po 20 głosów w każdej komisji i odwrócić wyniki. Obywatelska aktywność zawsze się opłaca. n